„Weselcie się z weselącymi się”

„Weselcie się z weselącymi się”

Napisane przez: Kathryn Albig | Opublikowane: 19 maja 2015

Jeżeli serce i zmysł mam ku temu, by w moim życiu wprowadzić w czyn wolę Bożą i Jego Słowo, to potrafię się cieszyć z cieszącymi. Jednak powstaje pytanie, w jaki sposób mogę tak czynić, kiedy wszystko wydaje się być przeciwne moim uczuciom i jest dalekie od moich naturalnych reakcji?

Biblia nas uczy, w jaki sposób mamy żyć. Jest ona zainspirowana przez Boga, napisana przez jego wiernych sług, proroków i apostołów, którzy słyszeli Boży głos. Dzięki ich wierności, teraz – wiele tysięcy lat później – mamy Słowo Boże, które nas uczy, jak mamy żyć.

W Liście do Rzymian 12,15 jest napisane: „Weselcie się z weselącymi się ...” Dla nas, którzy tęsknimy za tym, by czynić wolę Bożą, jest to wyraźną instrukcją, którą łatwo jest zrozumieć. Ale jak to jest w moim codziennym życiu, gdy znajdę się w sytuacji, w której to, by cieszyć się z cieszącymi, nie jest już takie proste i łatwe, jak by się wydawało?

Pokuszenie

Czasami, kiedy wiem, że powinnam się cieszyć, napotykam w sobie twardą ścianę sprzeciwu.

Być może, z powodu szczęścia i sukcesu przyjaciela, to, co miałam i z czego byłam zadowolona, nagle przestaje mi wystarczać. Być może czuję, że już nie otrzymuję takiej czci, na jaką zasługuję w danej sytuacji; że wszelką chwałę otrzymuje ktoś inny. Być może komuś coś się udało, coś, czego nawet szczerze tej osobie życzyłam, lecz nagle wydaje mi się, że ta osoba otrzymała znacznie więcej niż ja.

Co się dzieje w moim codziennym życiu, kiedy znajdę się w sytuacji, w której to, by cieszyć się z cieszącymi, nie jest już takie proste i łatwe, jak by się wydawało?

Cieszyć się z cieszącymi można na wiele różnych sposobów. Czuję, że jestem kuszona, by się zdenerwować, zazdrościć lub powiedzieć komuś kilka gorzkich słów. Może coś wydaje się takie niesprawiedliwe i jedyne, czego pragnę, to podejść do tej osoby i wyładować na niej swoją frustrację. Jak mam się wtedy cieszyć, skoro nie mam na to żadnej ochoty?

Walka

Przede wszystkim naturalne jest to, że jesteśmy kuszeni. Odczuwamy zazdrość lub niewdzięczność. Ale sam fakt, że jesteśmy kuszeni, nie oznacza, że musimy być jedno i zgadzać się z tymi odczuciami! Zazdrość, niewdzięczność, narzekanie, itd.., wszystkie te złe skłonności można przezwyciężyć.

„Dotąd nie przyszło na was pokuszenie, które by przekraczało siły ludzkie; lecz Bóg jest wierny i nie dopuści, abyście byli kuszeni ponad siły wasze, ale z pokuszeniem da i wyjście, abyście je mogli znieść.” (I List do Koryntian 10,13)

Sam fakt, że jesteśmy kuszeni, nie oznacza, że musimy być jedno i zgadzać się z tymi uczuciami!

Jeżeli bardzo pragnę czynić dobro, niezależnie od tego, co akurat czuję, wtedy muszę przyznać się przed sobą, do czego jestem kuszona i „z odwagę przystąpić do tronu łaski”, by otrzymać pomoc, tak, jak jest napisane w Liście do Hebrajczyków 4,16.

Mogę wołać do Boga: „Pomóż mi przezwyciężyć grzech, do którego jestem kuszona; daj mi siłę i moc, jakiej potrzebuję, by walczyć przeciwko moim złym skłonnościom. Pragnę cieszyć się z cieszącymi, tak jak jest napisane w Twoim Słowie. Boże, teraz potrzebuję Twojej pomocy, by tak czynić.” I wtedy otrzymuję odwagę, by powiedzieć: „Idź precz ode mnie szatanie, cieszę się, ponieważ jest napisane „wesel się z weselącymi się!” A diabeł ucieka, gdy usłyszy Słowo Boże.

Rezultat

Chociaż nie mogę oczekiwać, że moje uczucia się zmienią w ciągu jednej nocy, to jednak podejmuję pracę. Nie pozwalam, by pokuszenia weszły do mojego wnętrza i rozwinęły we mnie gorzkość i użalanie się nad sobą. Cieszenie się jest działaniem. Obojętnie, co odczuwam, gratuluję szczęścia mojemu przyjacielowi, mówię mu jakieś dobre słowa, biorę udział w świętowaniu jego sukcesu. Od samego początku muszę mieć właściwe nastawienie. Bóg jest ze mną, On chce mnie wzmocnić, obojętnie jak trudne to jest, a wtedy każde pokuszenie stanie się sukcesem.

To jest rozwój. Kiedy ćwiczymy się w miłości, wdzięczności, dobroci, itd. to czujemy, że te cnoty stają się częścią nas samych.

To jest rozwój. Kiedy ćwiczymy się w dobroci, wdzięczności, miłości itd. to czujemy, że te cnoty stają się częścią nas samych. Jeżeli krok za krokiem przezwyciężam zazdrość, do której jestem kuszona, to w zamian do mojego serca wchodzi miłość. Za każdym razem, gdy przezwyciężę niewdzięczność, jej miejsce zajmuje pokój i radość. I na tym się nie kończy. Myśl, by zostać napełnioną „owocami Ducha”, o których Apostoł Paweł mówi w Liście do Galacjan 5, 22-23, jest o wiele bardziej atrakcyjna, niż pozwolić na to, by gorzkość weszła do mojego serca i skaziła mojego ducha. Wtedy staję się wolna i szczęśliwa. Nie jestem związana moimi uczuciami i mogę rzeczywiście cieszyć się z cieszącymi – ze serca, które jest pełne radości.