Moc języka

Moc języka

Napisane przez: Martha Evangelisti | Opublikowane: 27 października 2015

Na lekcji języka angielskiego Martha obejrzała film, który zmusił ją do zastanowienia się nad wypowiadanymi słowami oraz ich oddziaływaniem na innych.
 

Nauczyciel języka angielskiego zasłonił w klasie żaluzje i zgasił światło. Usiadłam wygodnie i myślałam o tym, że znowu muszę starać się nie zasnąć podczas kolejnego, nudnego filmu. Film rozpoczął się wykładem o początkach języka. Ku mojemu zaskoczeniu wykładowca mówił z wielkim zaangażowaniem i usłyszałam coś, co przyciągnęło moją uwagę. Powiedział on, że język jest „potężny” i „niebezpieczny”, ponieważ potrafi przenieść myśli z twojego umysłu i „posadzić” je bezpośrednio w umyśle innej osoby.

Jakie myśli „sadzę” w umysłach innych ludzi?

Zaczynam zastanawiać się nad sobą i myślę o tym, jakiego języka używam. Czy moje słowa są „mocne” i „niebezpieczne”? Jakie myśli mój język „sadzi” w innych – szczególnie w umysłach dzieci i młodych ludzi, którzy wszystko szybko chłoną, a z którymi często przebywam? W czasie projekcji filmu postanawiam, że nigdy nie będę używać zimnych, ostrych i nieprzemyślanych słów, które mogą wywołać strach, zwątpienie, poczucie winy i niepewności. Pragnę używać słów pełnych zachęty i pociechy, dających pomoc, poczucie bezpieczeństwa, wiarę i pokój. Pragnę mieć czyste życie, by myśli, którymi dzielę się z innymi, były TYLKO dobre.

Sprawiedliwe słowa

Zwyczajna lekcja w szkole okazała się lekcją, która otworzyła moje oczy. Otrzymałam nowy cel, by moje życie było świadectwem tego, co jest napisane w Przypowieściach Salomona 8,8: „Sprawiedliwe są wszystkie słowa moich ust, nie ma w nich nic krętego i przewrotnego.” Ale w jaki sposób stanie się to czymś więcej, niż tylko moim pragnieniem? Moje słowa często brzmią ostrzej, niż zamierzałam je wypowiedzieć. Czasami wypowiadam słowa, których rzeczywiście żałuję i są dni, kiedy czuję się oskarżana przez negatywne myśli. 

Przekonałam się, że bez pomocy nie jestem w stanie być sprawiedliwą we wszystkich słowach, które wypowiadam. Przekonałam się także, że pomoc naprawdę ISTNIEJE!

Przekonałam się, że bez pomocy nie jestem w stanie być sprawiedliwą we wszystkich słowach, które wypowiadam. Przekonałam się także, że pomoc naprawdę ISTNIEJE! Jezus jest moim celem i moim pomocnikiem – mój cel staje się rzeczywistością! Gdy Jezus był na ziemi otrzymywał pomoc od Boga, by mógł wypowiadać i czynić tylko dobro. „Za dni swego życia w ciele zanosił On z wielkim wołaniem i ze łzami modlitwy i błagania do tego, który go mógł wybawić od śmierci, i dla bogobojności został wysłuchany. A osiągnąwszy pełnię doskonałości, stał się dla wszystkich, którzy mu są posłuszni, sprawcą zbawienia wiecznego” (List do Hebrajczyków 5,7 i 9). Jest napisane, że Jezus został wysłuchany dla bogobojności. Również ja, gdy mam tę samą bogobojność, potrzebę i wołanie w sercu, mogę otrzymać taką pomoc od Jezusa, jaką On otrzymał od swojego Niebiańskiego Ojca! Wtedy mogę się nauczyć czynić najbardziej wartościowe słowa zapisane w Biblii, takie jak: „(…) skory do słuchania, nieskory do mówienia ...” (List Jakuba 1,19) oraz mogę być wierną prawdzie w miłości.).

Ja bowiem dam wam usta i mądrość …” (Ewangelia Łukasza 21,15)