Zachęta w zapracowanej codzienności

Zachęta w zapracowanej codzienności

Napisane przez: Olav Kronstad | Miejsce: Drammen, Norwegia | Opublikowane: 25 września 2012

Niektórzy ludzie mają coś w sobie, co daje innym nadzieję i odwagę, w zapracowanej i często ciężkiej codzienności. Dlaczego mają tyle do dawania?

Idę śpiesznie po chodniku. Stacja metra leży jakieś kilkaset metrów za mną. Jest czwarta po południu, a ja wracam do domu. W stronę podziemnego wejścia stacji metra napływa rzesza ludzi.

Przecież nie tylko ja chcę się dostać do domu. Przypadkowy przechodzień opisał by mnie jako lekko poirytowanego, albo innymi słowy, ostro skoncentrowanego, próbującego przedrzeć się przez tłum. Ale cóż mnie to właściwie obchodzi, przecież tylko śpieszę się do domu.

Zapaliło się zielone światło dla pieszych i przechodzę przez ulicę. Coś mnie rozświetla. Uśmiech. W cieniu drzew klonowych. Uśmiech znajomej twarzy. Zamieniamy kilka słów i życzymy sobie nadal miłego dnia. Pędzę dalej, by złapać pociąg.

Siedząc w czerwonym pociągu NSB (norweski odpowiednik PKP), mam dużo wolnego czasu, aby myśleć. Przemyśleć sobie właśnie to, co teraz przeżyłem. Co sprawia, że niektórzy tak wyraźnie promieniują, coś odzwierciedlają? Zastanawiam się co sprawia, że niektórzy mają zawsze uśmiech na twarzy dla tych, którzy tego potrzebują? Co sprawia, że niektórzy ludzie mają tak wiele do dawania?

Znam ludzi, którzy mieli ciężkie życie. Ludzie, którzy przechodzili przez chorobę, która zaskoczyła ich nagle i niespodziewanie. Ludzie, którzy w młodym wieku umarli. Umarli, według ludzkiej rachuby, w wieku o wiele za młodym. Ludzie, którzy mają wiele powodów ku temu, by być gorzkimi i zamkniętymi w sobie. By się poddać. Co sprawia, że mimo tego wszystkiego, ci ludzie mają mi coś do zaoferowania? Mnie, który mam wszystko czego potrzebuję. Jestem młody, zdrowy, mieszkam w kraju, w którym praktycznie mogę otrzymać wszystko co się mi żywnie podoba; zrealizować każde moje marzenie. Mam przed sobą życie i przyszłość. Dlaczego mają oni tyle do dania?

Myślę, że wiem co jest tego przyczyną. Sądzę, że powodem tego jest to, że stali się oni naśladowcami Jezusa. Jego uczniami. Wierzą, że wszystko, co ich spotyka współdziała dla nich ku najlepszemu. Rzym, 8; 28. Nie w perspektywie dni, tygodni, miesięcy czy lat, lecz w perspektywie wiecznej. Poznali w swoim życiu Jezusa jako Oblubieńca ich duszy. Jako Tego, który ma o nich troskę. Dlatego też chcą żyć życiem, które by Jego zachwyciło. W jaki sposób? By już dłużej nie żyć w taki sposób, aby się spełniać, lecz żeby czynić Bożą wolę na ziemi, tak jak się dzieje w niebie. Czy takie życie jest warte? Jezus prosi nas, byśmy stali się światłością świata! Czy znasz takich ludzi? Takich, co promieniują czymś niebiańskim, którzy są dla ciebie światłem. Dadzą ci coś, co również ty chcesz osiągnąć?

Ja znam. I przez Bożą łaskę otrzymałem chęć do takiego samego życia. Moją nadzieją jest, że będzie ono promieniować ze mnie, tak jak to promieniowało z tego przechodnia, który niegdyś widział śpieszącego się studenta, a kiedyś odczuje tę samą moc przyciągającą, którą ja wtedy odczuwałem. Tak iż również ja mogę dać coś innym.