Zastanów się

Zastanów się

Napisane przez: Heidi W. Vedvik | Miejsce: Oslo, Norwegia | Opublikowane: 7 listopada 2012

Ostatnio czytałam wiele dziwnych artykułów o Zborze, który – tak właściwie – jest moim życiem. Tak to odczuwam. To trochę dziwne, że inni wyrażają opinie, wypowiadają się i dyskutują o mnie i o moim życiu i przedstawiają je w taki sposób, że się z nim nie utożsamiam.

Jeżeli wierzyć mediom i dziennikarzom, którzy biorą udział w debatach, to według nich jestem biedną, bezmyślną istotą, która odczuwa presję – ba, właściwie jest zmuszana, by pracować, oddawać pieniądze i poświęcać czas dla Zboru. Muszę powiedzieć, że z takimi opiniami zupełnie się nie identyfikuję. Być może niektórzy myślą sobie, że wiele rzeczy nie przemyślałam i być może sądzą, że powinni mnie „przekonać” lub w jakiś sposób uzmysłowić mi, w jak trudnej sytuacji się znajduję.

Większość ludzi w zasadzie myśli, że nie wypowiadają się o mojej wierze, gdy przychodzą z różnymi pytaniami i krytyką, ale raczej o „zarządzających” i zarzucanym im twardym reżimie, w którym muszę żyć. Zazwyczaj pragną pomóc, bo sądzą, że nie mamy własnego zdania, jesteśmy związani i przytrzymywani „w dole” przez silnych przywódców. Ale to nie jest tak – istotą życia w Zborze nie jest to, że „zarządzający” jest na szczycie, a członkowie są o wiele niżej. My postępujemy według praw zapisanych w Biblii, a tam „Zbór Chrystusowy” jest bardzo dokładnie opisany (I List do Koryntian 12,12-14). Ja, my i oni, wszyscy razem jesteśmy jednym Zborem i mamy ten sam cel. Jesteśmy różni, dlatego też mamy różne zadania, ale jak ciało nie funkcjonuje wystarczająco dobrze bez ręki lub płuca, tak samo ja i wszyscy inni, mamy ważne miejsce w Zborze. Wszyscy są tak samo wartościowi, obojętnie, jakie mają imię, możliwości, czy dary łaski. Dzielimy wspólne poglądy, wspólną wiarę, wspólne życie. Każdy pracuje nad swoim własnym, wewnętrznym życiem, aby zachować kontakt z Bogiem, ale także pracujemy razem, jako jedna drużyna, jedna rodzina, jedna duża grupa przyjaciół. Wszystko, co robię, czynię dla Boga, a nie po to, by zaspokoić ludzkie oczekiwania i żądania (List do Kolosan 3,23). Jeżeli to, co czynię, czynię z powodu ludzkiej czci, nie mogę twierdzić, że postępuję według Biblii.

Wszystko, co robię, czynię dla Boga, a nie po to, by zaspokoić ludzkie oczekiwania i żądania

Obym była właściwie zrozumiana – chociaż moje wszystkie zainteresowania i całe życie jest w Zborze, to jednak żyję na tej ziemi, a więc angażuję się także tutaj. Jak większość obywateli świata, pragnę także zrobić karierę, mieć środki do życia, pragnę stabilizacji politycznej w kraju i dobrze funkcjonującego społeczeństwa. Każdy człowiek ma inne życie, różne zainteresowania, ale żyje w danym kraju według ustalonych praw, wartości i ustaw. Również ja. My chrześcijanie także, z naszymi – dla niektórych – niezrozumiałymi wyborami w życiu..

A więc, czy jestem trochę naiwna i ślepa, polegając w tak wielkiej mierze na Słowie Bożym, że wierzę w coś, czego nie widzę i poświęcam tak wiele mojego czasu dla Zboru? Nic podobnego! Czy czuję się zmuszana i zastraszana? Nie! Nie ma żadnych podstaw ku temu. Dlaczego nie mam żadnych powodów ku temu, aby odczuwać presję, zagrożenie, pranie mózgu lub naiwne wykorzystywanie? Dlatego, że jestem zupełnie samodzielnym, krytycznie myślącym człowiekiem, z wolną wolą, którą Bóg mi darował. Moja wiara i wszystkie moje decyzje są przemyślane i bazują na moich własnych przeżyciach, odkryciach i doświadczeniach w życiu. Czynię to, co z doświadczenia wiem, że jest najlepsze. Jeżeli postępuje się według praw zapisanych w Biblii, to nie można dać się związać przez ludzi. Każdy odpowiada za samego siebie: za swoje własne życie i za to, co z nim uczyni. Osobiście wybrałam, by żyć dla Boga, każdego dnia, we wszystkich rzeczach. Zbór jest moim miejscem – tam otrzymuję wsparcie i zachętę do życia, które pragnę prowadzić. Tutaj widzę dobre przykłady i mam przyjaciół, którzy pragną tego samego, co ja. To jest moim życiem, to najważniejsze w mojej codzienności, a przecież chętnie inwestuje się czas, pieniądze i zaangażowanie w coś, co jest dla nas najważniejsze – czyż nie tak?

Czynię to, co z doświadczenia wiem, że jest najlepsze..

Ponieważ nie protestuję, ani nie sprzeciwiam się temu, co dzieje się w Zborze, dlatego przez niektóre media zostałam nazwana jako ta, która ma „wyprany mózg”. Tak, jakbym słuchała „przełożonych” ze strachu lub pod przymusem, albo jakbym po prostu straciła zdolność samodzielnego myślenia. A więc, teraz użyję swojego rozumu i wyjaśnię, dlaczego uważam, że „pranie mózgu” to określenie, z którym nie mam nic wspólnego:
Jeżeli we wszystkich rzeczach nie szukamy całym sercem Boga, wtedy wpadamy w pułapkę, ponieważ nie mamy takiego osobistego kontaktu z Bogiem, jaki powinniśmy mieć. Bez Bożego prowadzenia, trudno odróżnić „fałszywych proroków” od tych, na których rzeczywiście można polegać – którzy z całego serca prowadzą życie chrześcijańskie. Są także tacy, od których nie należy przyjmować wskazówek i rad. Osobiście odczuwam, że Bóg pomaga mi podejmować różne decyzje. Potrafię rozróżnić, czy coś jest zgodne z Bożą wolą i Jego Duchem, czy też nie. Polegam wtedy na tej intuicji zamiast bazować na moich własnych „odczuciach” lub na tym, co ewentualnie inni mają do powiedzenia. Jestem zależna od Bożej pomocy. Wtedy wszystko staje się takie łatwe. W ten sposób trzymam się z dala od tych, których nie powinnam słuchać, którzy ewentualnie mieliby sprawiać mi „pranie mózgu”.

Istotą chrześcijaństwa jest osobiste życie z Bogiem. Chcę je prowadzić z całego serca dla Boga a nie dla innych. Nie dla siebie samej: mojej własnej wygody lub czci, również nie po to, by otrzymać cześć od ludzi. Nie z powodu przymusu lub bojaźni, ale z własnej wolnej woli, w zupełnej wierze. Jeżeli prowadzę życie według Bożych słów, to tak właściwie nie jest możliwe być przywiązanym do czegoś lub być związanym przez kogoś, odczuwać osąd, presję lub przymus ze strony innych, czuć się mniej ważnym, obrażonym, odczuwać zazdrość lub osąd innych ludzi. Wtedy rzeczywiście tylko mój stosunek do Boga ma znaczenie. Jeżeli jednak tak nie jest w moim sercu, to moje chrześcijańskie życie jest niewolą. Kiedy wszyscy będą żyć w ten sposób, zapanuje pokój. I tak mamy w Zborze.

Istotą chrześcijaństwa jest osobiste życie z Bogiem