Tom, Edith i owoce Ducha

Tom, Edith i owoce Ducha

Napisane przez: Elise Schöll | Miejsce: Drammen, Norge | Opublikowane: 15 sierpnia 2011

Co Biblia mówi o owocach Ducha?

W wielu miejscach Biblii można znaleźć serdeczne napomnienie Jezusa, skierowane do Jego naśladowców, aby wydawali owoce w swoim chrześcijańskim życiu. (Mat.13,23, Jan 12,24, Jan 15, 2-8 itd.). Jest to warunek, by pozostać w Chrystusie (Mat.3,10). Również Apostoł Paweł mówi o tym bardzo wyraźnie. W liście do Galacjan, w 5 rozdziale, opisuje uczynki ciała, które są grzechem a ci, którzy te rzeczy czynią, Królestwa Bożego nie odziedziczą. Wskazuje także, że Duch Boży i nasza grzeszna natura – ciało, są sobie przeciwne i nie może dojść do pojednania. Jeżeli nie wykonujemy woli ciała i jesteśmy posłuszni Duchowi, to poprowadzi nas do nowego życia. W tym nowym życiu objawią się nowe owoce. Paweł nazywa je owocami Ducha: „Owocem zaś Ducha są: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, wstrzemięźliwość”. (Gal. 5,22)

Tom był przygnębiony. Czytał, ale nie rozumiał. Nie potrafił zastosować tego w praktyce. Owoce Ducha – czy to tylko poetyckie wyrażenie, czy też rzeczywistość chrześcijańskiego życia?

 Oslo 1978: Tom odczuwał przygnębienie. Jeszcze jedno zgromadzenie, jeszcze jedno chrześcijańskie spotkanie i ciągle żadnej odpowiedzi na pytania, które dręczą go od wielu lat. Frustracja odsunęła resztki nieśmiałości na bok i Tom podszedł do kaznodziei z zapytaniem – „Jak należy rozumieć słowa, które Apostoł Paweł napisał w Liście do Galacjan? Chodzi o werset o owocach Ducha – miłość, radość, pokój, łagodność i cierpliwość. Wyraźnie jest napisane, że te cnoty mają być owocem naszego chrześcijańskiego życia.” Będąc całkiem szczery, Tom przyznał, że tego brakuje w jego życiu. Irytował się, gniewał i często czynił rzeczy, które nie są właściwe w Bożych oczach. W zasadzie nie wiedział, czy może nazywać się chrześcijaninem.

Nie rozumiałem, jak mogą się ze sobą wiązać w praktyce słowa Biblii i codzienne chrześcijańskie życie.

Kaznodzieja popatrzył na niego ze zdziwieniem i z zatroskaniem. Widać było, że współczuje takiej zadręczonej duszy. Odpowiedź była jednak następująca: „Musisz się odprężyć i nie stresować. Te rzeczy Bóg nam doda; jeśli nie tutaj, to na pewno tam w wieczności”. Tom był dociekliwym człowiekiem. Czytając i poszukując odpowiedzi zorientował się, że takich wytłumaczeń nigdzie w Biblii nie znajdzie. Wręcz przeciwnie, jeśli wierzy się Słowu Bożemu, tak jak jest napisane, to chrześcijaństwo znaczy o wiele więcej, niż przebaczenie grzechów i to, że Bóg patrzy na nas przez Jezusa. Otrzymuje się pomoc – światło – i nowe życie. 

Drammen 2011: Słońce jest już wysoko na niebie i rzuca swoje promyki do pokoju. W domu spokojnej starości leży 85 letnia Edith, wtulona w białą pościel. Często dosyć długo czeka, aż nadejdzie jej kolej na poranną toaletę. Jeszcze osiem miesięcy temu, o tym samym czasie, spacerowała ze swoim mężem, w sportowych butach, z kijami treningowymi, zdrowa i pełna życia. Dostała jednak wylew i w przeciągu chwili jej życie odmieniło się na zawsze.

Cierpliwość zdobyłam wcześniej, więc teraz mam zapasy, z których mogę czerpać

Edith została prawie całkowicie sparaliżowana i bardzo cierpiała. Nie było już nadziei na wyzdrowienie. Jednak wokół niej panował cudowny nastrój. Pełna pokoju i harmonii atmosfera sprawiła, że miło było przebywać w jej otoczeniu. Taka zawsze była Edith. Ktoś zapukał do drzwi

«Dobre rano, wreszcie Pani kolej», pozdrawia ją pielęgniarka. W oczach Edith widać uśmiech. „Serdecznie dziękuję, moja droga. Tak się cieszę, że cię widzę” – szepce. To nie są puste słowa, Edith jest rzeczywiście wdzięczna.

Pielęgniarki rzadko spotykają takie osoby. Te, które pracują tutaj już kilka lat pamiętają pacjenta Sigurda, który zachowywał się podobnie jak Edith. Dlaczego są tak podobni, co mają wspólnego? Twarz Edith promienieje, znała starego brata Sigurda. Ich zewnętrzne życie było takie różne, ale obaj otrzymali dział w tym samym życiu wewnętrznym – życiu w naśladowaniu Jezusa.

Edith nie jest żadną aktorką. Jej stan zdrowia nie pozwala na udawanie radości – to jej prawdziwy charakter wychodzi na jaw. To właśnie jest takie cudowne. Tam, gdzie można oczekiwać agresji czy frustracji, ona okazuje dobroć i cierpliwość; tam, gdzie większość jest niezadowolona i narzeka – ona jest wdzięczna i radosna. Dla Edith to nie jest nic nadzwyczajnego. Od samej młodości służyła Jezusowi. Nie chodzi o jakieś szczególne uczynki czy sposób życia. Oddała swoje życie Bogu, każdego dnia zapierała samą siebie i prosto wierzyła, że Słowo Boże trzeba wykonywać w codziennym życiu.

To dało jej pełnię cudownych owoców Ducha. Sama określa to jako zbrojenie się w czasie pokoju. „Cierpliwość zdobyłam wcześniej, więc mam teraz zapasy, z których mogę czerpać” – wyznaje szczerze. A to da się zauważyć.

Wyczerpująca poranna toaleta dobiegła końca, jej oczy znowu stają się zmęczone. Usta jak zwykle szepczą: „Dziękuję miły Jezu”. Dziękuje temu, któremu wiernie służyła i którego miłuje ponad wszystko. W pokoju panuje cisza, pokój i cudowna dobroć.
 

Flå 2011: Tom jest zachwycony i pełen entuzjazmu, gdy wspomina przeszłość. Dzisiaj, kiedy myśli o swojej wielkiej zagadce życia z młodości, ma uśmiech na twarzy. „Nie rozumiałem, jak mogą się ze sobą wiązać w praktyce słowa Biblii i codzienne chrześcijańskie życie” – wyznaje Tom. „Wierzyłem w przebaczenie grzechów, ale to, że mógłbym przestać grzeszyć, nie mieściło mi się w głowie. Jaki związek mogło mieć ukrzyżowanie Jezusa z tym, że stałbym się innym, dobrym człowiekiem?”

Tom próbował nie grzeszyć – najbardziej, jak tylko potrafił: nie grzeszyć, nie mogę grzeszyć, nie mogę. Ale to wszystko kończyło się tylko na nieudanych próbach okiełzania samego siebie. Brakowało mu czegoś podstawowego. W przeciwieństwie do Edith nie wiedział, że ukrzyżowanie jest także obrazem krzyża, który Jezus nosił każdego dnia w swoim życiu. Jezus powiedział, że jeśli kto chce pójść za nim, musi zaprzeć samego siebie i wziąć swój krzyż. Krzyż jest więc symbolem cierpienia, kiedy zapieram samego siebie. To cierpienie Jezus nosił w swoim codziennym, życiu, grzech został umartwiony, a my otrzymaliśmy wieczną nadzieję – ewangelię.

Apostoł Paweł pisze w liście do Rzymian, że Jezus uważał siebie za umarłego dla grzechu. To wyrażenie ma wielkie znaczenia dla Toma. Jezus postanowił nosić swój codzienny krzyż i każdego dnia zapierać samego siebie. Gdy był kuszony, nie poddał się pokuszeniu. W wierze uznał samego siebie za umarłego dla grzechu. W ten sposób wzrastało w Nim to, co boskie i stał się podobny Bogu.

„Kiedy to zrozumiałem, otrzymałem wiarę i moc, której wcześniej nie miałem. Uwierzyłem, że również ja będę mógł przezwyciężyć pokuszenia. Odkryłem, że Jezus otworzył drogę, na której mogę Go naśladować.” A więc Tom, który miał walczyć i sprzeciwiać się pokuszeniom, jako samotny męczennik, skazany na własną siłę i moc, nie był osamotniony. Wreszcie zrozumiał, że ma poprzednika – kogoś, kogo może naśladować.

Niebiańskie odejście

W nocy 30 czerwca Edith zasnęła otoczona swoimi najbliższymi. Rodzina odczuła pustkę i smutek z powodu jej odejścia, ale Edith nie zostawiła ich bez nadziei. Aż do końca przeżywali z nią niezapomniane chwile. Dziękowała im i wylewała na wszystkich niebiańskie błogosławieństwo. Miała tak wielkie bóle, że nie mogli jej nawet dotknąć. Mimo to miała na tyle siły, by dać im dobre słowo czy napomnienie. Jej syn chciał ją pocieszyć i powiedział, że dobrze byłoby poprawić jej warunki i podwyższyć standard życia. „Ale ja mam dobry standard” – odpowiedziała zdziwiona. Potrafiła błogosławić wszystkich wokół siebie dobrymi słowami. Tylko to dawało jej wysoki standard życia.

Tom szedł za trumną Edith w dniu pogrzebu. W oczach 63-latka pojawił się błysk. Z upływem lat jego wiara i radość z tego, co znalazł nie zmalała. Po wielu latach poszukiwań odnalazł społeczność z ludźmi, którzy mieli tę samą wewnętrzną tęsknotę, by Słowo Boże wprowadzić w czyn i by stało się ono rzeczywistością. To, co odnalazła Edith, również Tom zauważył: że bój przeciwko grzechowi i pożądliwościom, jest kluczem do odnalezienia owoców Ducha. Tam, gdzie wcześniej była niecierpliwość może powstać cierpliwość, zamiast twardości może pojawić się łagodność. Jest to długotrwały proces, ale krok po kroku zdobywa się bogactwo – owoce Ducha. To nie dzieje się w ciągu jednej nocy. Potrzeba czasu i posłuszeństwa Duchowi Świętemu, kiedy On wskazuje grzech w moim życiu. Stąd też nazwa – owoce Ducha.

Od czasu, kiedy poznałem ewangelię, moje życie rzeczywiście stało się zupełnie inne

Drzewo poznaje się po owocach

Życie w naśladowaniu Jezusa nie sprawia, że czujemy się wystarczająco dobrzy. Duch jest wierny aż do końca i ciągle wskazuje więcej z tej złej, ludzkiej natury. Nasze serce tęskni za tym, by otrzymać więcej z Bożej natury i być ciągle w boskim procesie przekształcania. Leżąc w szpitalnym łóżku Edith zapytała swoje dzieci: „Czy nadal jestem uparta?” Nawet na łożu śmierci chciała znaleźć prawdę o samej sobie i stała w ciągłym rozwoju, aż do momentu, gdy Bóg zabrał ją do siebie, do domu.

Tom również ma pewność w swoim sercu. Niebiańskie owoce Ducha mogą stać się realne. „Od czasu, kiedy poznałem ewangelię, moje życie rzeczywiście stało się zupełnie inne. Wcześniej, w wielu codziennych sytuacjach, byłbym zły, przygnębiony, niecierpliwy, pożądający to lub owo, a teraz mam radość i jestem w odpocznieniu” – mówi z uśmiechem na twarzy.

To, co ludzie wypowiadają, to jedna sprawa, ale owoce Ducha to coś więcej. Można ich skosztować, odczuć i zauważać w różnych okolicznościach życia. Edith i Tom mieli jednak coś wspólnego: doświadczyli, że ewangelia jest prawdą, i że rzeczywiście może przekształcić człowieka – dzień za dniem.