Bóg – mój dobry ojciec i osobisty przyjaciel

Bóg – mój dobry ojciec i osobisty przyjaciel

Napisane przez: E. Wein | Miejsce: Tyskland | Opublikowane: 1 czerwca 2012

«Jeśliby oskarżało nas serce nasze, Bóg jest większy niż serce nasze i wie wszystko.» (1. Jana. 3,20)

Ten werset często był moją kotwicą ratunkową, gdy nie widziałam żadnej drogi wyjścia. Tak było przede wszystkim w okresach depresji z całkowitą ciemnością i dręczącą mnie obsesją. Ten czas chcę mieć już za sobą raz na zawsze. Ale właśnie wtedy nauczyłam się poznawać Boga jako ojca i osobistego przyjaciela. Przyjaciela, który zawsze jest przy mnie i który zawsze wie, jak się czuję. Bóg wiedział, jakie myśli mnie prześladują. Myśli, które ciężko było wypowiedzieć na głos, gdyż bałam się, że inni będą zszokowani, gdy je usłyszą – nawet ja sama.

«Bóg prowadził mnie bym przyjęła pomoc»

«Przewodnikowi chóru. Psalm Dawidowy. Panie, zbadałeś mnie i znasz. Ty wiesz, kiedy siedzę i kiedy wstaję. Rozumiesz myśl moją z daleka.» (Psalm. 139, 1-2)

Pewność, że Bóg zna moje myśli, była dla mnie wielką ulgą i przez to odczuwałam wewnętrzny spokój. „Ogarniasz mnie z tyłu i z przodu…” (werset 5) Ten werset dał mi poczucie bezpieczeństwa i pewności. Odczuwałam to tak, jakby dobry przyjaciel/przyjaciółka mnie objęła. I tak też było. Uwierzyłam, że Bóg mnie przyjmie taką, jaką jestem. Ale nie tylko to – On także ujął mnie za rękę, by wyprowadzić z ciemności – krok po kroku.
Uczynił to w ten sposób, że zaczęłam szukać pomocy i otrzymałam ją ze strony dobrych przyjaciół, a także od lekarza, który dał mi lekarstwa. Dzięki Bożej pomocy zrozumiałam także, że muszę zupełnie zmienić moje myśli i nastawienie względem samej siebie. Bóg stworzył we mnie pragnienie, bym przejęła kontrolę nad własnym życiem i aktywnie przyczyniła się do poprawy zdrowia. Tak uczyniłby prawdziwy przyjaciel. Przyjaciel, który cieszy się, gdy się rozwijam, a nie użalam ciągle nad sobą „wylizując swoje rany”.

Przyjaciel, który nigdy więcej mnie nie opuści

... przyjaciel, którego zawsze mogę prosić o pomoc i radę

Ta opowieść, to nie typowy „happy end”. Depresje nie opuściły mnie na zawsze. Ciągle muszę przyjmować leki i prawdopodobnie będę je także brać w następnych latach. Co trzy miesiące muszę udawać się na kontrolę do lekarza psychiatry. Od czasu do czasu „mam dołki”. Ale zdobyłam Przyjaciela, który nigdy więcej mnie nie opuści. Bóg – mój Przyjaciel, którego o każdej porze mogę prosić o pomoc i radę, pomógł mi znaleźć innych drogocennych przyjaciół, na których w 100 % mogę polegać. Ze serca życzę każdemu, by odnalazł takiego Przyjaciela.
Więc dla mnie jest to jednak „szczęśliwe zakończenie” ...