Gdy innym się powodzi

Gdy innym się powodzi

Napisane przez: Gill Savage | Miejsce: Taunton, WB | Opublikowane: 19 października 2010

„Wszystko służy ku mojemu najlepszemu”; jako chrześcijanie często to słyszymy. Co za wspaniałość w to wierzyć! Jesteśmy szczęściarzami, jeżeli w to wierzymy...ale w jaki sposób zastosować to w rzeczywistości, na przykład gdy jestem kuszona do zazdrości? Chciałabym się podzielić czymś, co ostatnio przeżyłam.

„Życie jest dla mnie wszystkim o czym marzyłam” – napisała w opisie na facebooku jedna z moich przyjaciółek. „Hmm...wygląda na to, że niektórzy ludzie mają wszystko, nieprawdaż?”- taka myśl nasunęła mi się zaraz po przeczytaniu opisu. Kariera, małżonek, kochane dzieci, talent, pieniądze. Nie mogę powiedzieć, że moją pierwszą reakcją jest radość z ich szczęścia. „Dlaczego mam przez całe życie cieszyć się szczęściem innych, podczas gdy moje marzenia się rozpadają?” Uczucia te są mocne, prawie mnie przerastają. Czuję złość.

Podczas gdy tak siedzę z narastającymi uczuciami i budzącymi się myślami, zmawiam krótką modlitwę; „Boże pomóż mi, nie chcę być taką!”

Przypomniał mi się werset, z którym podzieliła się ze mną jakiś rok temu moja przyjaciółka: „Uniżcie się pod mocną rękę Bożą(...)” (1 Piotra 5, 6). Myślę o tym słowie i czuję wewnętrzne pragnienie, by być posłuszną wobec tego słowa. Wiem, również na podstawie życia, które widzę u mojej przyjaciółki, że posłuszeństwo wobec słowa Bożego przyniesie mi pokój i głębokie szczęście, jest to życie, którym nie można poruszyć, obojętnie w jakich okolicznościach stoję! Wiem, że jestem w Bożych rękach i że wszystko, co spotykam jest dla mnie najlepsze. .

Decyduję się, by odrzucić wszelkie myśli protestu, zazdrości i użalania się nad sobą, a w zamian otrzymuję głęboką pociechę w moim wnętrzu, że Bóg jest ze mnie zadawolony. 

Decyduję się, by odrzucić wszelkie myśli protestu, zazdrości i użalania się nad sobą, a w zamian otrzymuję głęboką pociechę w moim wnętrzu, że Bóg jest ze mnie zadawolony. Zaczynają pojawiać się myśli: „Dlaczego nie zaczniesz robić coś dobrego dla drugich? Czyż nie ma osób, które mają się o wiele gorzej niż ty? Dlaczego myślisz tylko o sobie?” Zaczynam oglądać się wokół i przypominają mi się różne osoby, jeden po drugim – ich potrzeby są większe niż moje. Zaczynam się o nich modlić, posyłam kilka miłych smsów, otrzymuję inspirację, co mogłabym zrobić dla nich dobrego. Moje serce się rozszerza i potrafi ono objąć drugich, zaczynam troszczyć się o innych! Sama siebie wykluczam. Czyż nie jest to właśnie to wspaniałe życie, którym żył Jezus? On nie przyszedł, by Mu służono, lecz by służyć i oddać swoje życie. Pomyśl, jak bardzo jestem szczęśliwa, że mogę Go naśladować, a nie żyć według moich myśli i uczuć, które często przynoszą nędzę, lecz w zamian czynić dobrze i rozprzestrzeniać błogosławieństwo!

Biblia również nam mówi, by radować się z cieszącymi i ja to do pewnego stopnia doświadczyłam. To daje mi niesamowicie spełnione i szczęśliwe życie, mimo mojej sytuacji życiowej, gdzie nie wszystko układa się po mojej myśli. Oby moje oczy odwróciły się od ziemskiego zysku ku niebieskiemu, które przynosi prawdziwe zadowolenie i radość. Słowo Boże jest prawdziwe.
 

„Bo kto chce być zadowolony z życia i oglądać dni dobre, ten niech powstrzyma język swój od złego, a wargi swoje od mowy zdradliwej. Niech się odwróci od złego, a czyni dobre, niech szuka pokoju i dąży do niego.”  1 Piotra 3,10-11.