Nie bądź „twardzielem” i pozwól Bogu wziąć odpowiedzialność za twoje życie

Nie bądź „twardzielem” i pozwól Bogu wziąć odpowiedzialność za twoje życie

Napisane przez: Rolf Ekholt | Opublikowane: 22 sierpnia 2016

Myślę, że wielu ludzi zmaga się ze swoją złą samooceną; wielu z nich ma niskie poczucie własnej wartości.

Jeśli chodzi o mnie, to bardzo się tym trapiłem w mojej młodości. Zmagałem się z niską samooceną i zwątpieniem. Było to jak efekt „jojo”, raz w górę, raz w dół. Słuchałem Słowa Bożego i chciałem być prawdziwym chrześcijaninem; kimś, kto żyje w zwycięstwie nad takimi grzechami, jak zwątpienie, rzucanie pożądliwych spojrzeń na dziewczyny, czy chęć, by być kimś wielkim i podziwianym. Pragnąłem dojść do takiego stanu, gdzie byłbym nieporuszony i nie poddał się tak łatwo oddziaływaniu tego, co było wokół mnie. Nigdy jednak nie wierzyłem, że to mi się uda. Często myślałem: „Jestem o wiele gorszy od innych. Moja natura – to same sprzeczności, a więc niemożliwe jest, by mi się udało to przezwyciężyć.”

Bardzo niska samoocena

Gdy dorastałem, byłem w pewien sposób duszą towarzystwa, zwłaszcza w domu. Ale równocześnie byłem bardzo nieśmiały. Potrafiłem rozbawić towarzystwo tak, że wszyscy się śmiali. Jednak kiedy moje rodzeństwo się śmiało a mój ojciec nagle zapytał: „O co chodzi, Rolf? Jakoś nie dosłyszałem. Co powiedziałeś?” – wtedy od razu się czerwieniłem. Czułem się zawstydzony wśród własnego rodzeństwa, zaczynałem się jąkać i nie potrafiłem powtórzyć nawet tego, co powiedziałem. Byłem niesamowicie nieśmiały i miałem bardzo niską samoocenę.

Nigdy nie wierzyłem, że mi się uda. Często myślałem: „Jestem o wiele gorszy, niż wszyscy inni.”»

Często trzeba mnie było po prostu „skrobać z podłogi”, a życie było dla mnie bardzo ciężkie. Czułem się bardzo brzydki… okropny trądzik, wielki nos, odstające uszy. Tak w ogóle do niczego. Z powodu braku wiary w Boga, uczucia kierowały całym moim życiem.

Bałem się wszystko puścić

Pewnego razu jeden z moich braci powiedział do mnie: „Kiedy byliśmy młodzi, wiedzieliśmy od razu, jak tylko przekroczyłeś próg domu, czy to będzie dobry, zabawny wieczór, czy raczej smutny. Wszyscy wiedzieliśmy, kiedy jesteś „w dołku”, smutny i zniechęcony, a kiedy nie.”

Dorastałem, słuchając Słowa Bożego i chciałem dojść do życia, o którym mówi Pismo – życia, gdzie mógłbym „poczytywać to sobie za radość” lub wierzyć, że „nasz ucisk jest krótkotrwały i lekki i prowadzi do wiecznej wspaniałości.” Chciałem, by te słowa stały się prawdą we mnie, a nie tylko były czymś, co przeczytałem lub usłyszałem. Jednak byłem prowadzony i kierowany przez moje uczucia i wszystko kręciło się wokół „tego, co widoczne”. Trochę czasu upłynęło, zanim zacząłem rzeczywiście polegać na Bogu i postanowiłem oddać Jemu całe moje serce. Bałem się wszystko puścić. Bałem się pozwolić Bogu, by On przejął kierownictwo nad moim życiem. Bałem się przyszłości.

Fasada

A więc próbowałem udawać. W sumie jestem wysokim i silnym mężczyzną. Jednak wewnątrz, w środku mocnego ciała, byłem niewiarygodnie słabym chłopcem. Czułem się strasznie. Porównywałem się ze wszystkimi ludźmi wokół mnie.

Młodzi ludzie próbują przykryć swój brak dobrej samooceny bezczelnym sposobem bycia czy opryskliwymi, niegrzecznymi odzywkami.

Myślę, że wiele młodych osób utożsami się z tym: młodzi chłopcy często próbują prężyć swoje muskuły i podnosić ramiona, by wyglądać na silniejszych, mają arogancki sposób bycia i poruszania się – wszystko z powodu niskiej samooceny. Próbują przykryć swój brak dobrej samooceny bezczelnym i aroganckim sposobem bycia i opryskliwymi odzywkami. Ale za tą fasadą jest tylko nędza. Czują się strasznie, są samotni i przygnębieni. Jednak budują fasadę, by chronić się przed wstydem i zwątpieniem, wstydzą się, że okażą się słabymi. Tak właściwie boją się oddać Bogu stery.

Czegoś mi brakowało

Osobiście w młodości nie znalazłem radości w ewangelii. Nie otrzymałem „olejku radości” w moim życiu. Jednak, kiedy dokładnie popatrzyłem na warunki, jakie trzeba spełnić, by otrzymać olejek radości (List do Hebrajczyków 1,9) to zobaczyłem, że problem nie tkwi w ewangelii. Problemem było to, że nie chciałem oddać wszystkiego i pozwolić Bogu przejąć kierownictwo nad moim życiem oraz całkowicie Mu zaufać. Trochę czasu upłynęło, zanim do tego doszedłem. Decyzję podjąłem, kiedy przestałem być nastolatkiem. Wtedy rzeczywiście zacząłem podejmować walkę przeciwko mojej własnej naturze; moim kompleksom i złej samoocenie. Coś z tym musiałem zrobić. Albo zrezygnować z życia jako chrześcijanin – co nie było dla mnie żadną alternatywną – albo poddać się zupełnie woli Bożej: Musiałem przyznać, że jestem słabą osobą, która potrzebuje pomocy i skończyć udawać, że jestem kimś innym.

Wyznać swoje powołanie

Jest napisane w I Liście do Koryntian 1,26-28: „Przypatrzcie się zatem sobie, bracia, kim jesteście według powołania waszego, że niewielu jest między wami mądrych według ciała, niewielu możnych, niewielu wysokiego rodu, ale to, co u świata głupiego, wybrał Bóg, aby zawstydzić mądrych, i to, co u świata słabego, wybrał Bóg, aby zawstydzić to, co mocne i to, co jest niskiego rodu u świata i co wzgardzone, wybrał Bóg, w ogóle to, co jest niczym, aby to, co jest czymś, unicestwić”.

Ja. „Brzydki. Zły. Biedny.” Wszystkie takie myśli musiałem świadomie odrzucać i wybierać to, by wierzyć w Bożą pracę w moim wnętrzu. Musiałem chcieć i czynić.

Z definicji nie należałem do ludzi, którzy byli mądrzy, wspaniali i godni czci. Ale, tak jak Apostoł Paweł mówił: spójrzcie na wasze powołanie, niewielu jest mądrych, niewielu jest silnych. Ale Bóg wybrał to, co jest głupie, to, co niskie, to, co słabe, by zawstydzić mądrych. Wśród tej grupy właśnie byłem ja. Patrząc na mnie, można to było rzec: „Halo, ten facet potrzebuje pomocy.” I tak to czułem. Jednak to, jak się czułem, nie zmieniło faktu, że Bóg mnie wybrał. Musiałem uchwycić się mojego powołania; musiałem uwierzyć, że Bóg mnie wybrał i może uczynić coś w moim życiu.

Ja. „Brzydki. Zły. Biedny.” Wszystkie takie myśli musiałem świadomie odrzucać i wybierać to, by wierzyć w Bożą pracę w moim wnętrzu. Musiałem chcieć i czynić. Musiałem przestać narzekać i wzdychać z powodu tego, kim jestem i co posiadam, czy tego, czego nie posiadam. Bo tak właściwie to była niewiara. Nie wierzyłem, że Bóg potrafi uczynić coś we mnie.

„Nigdy więcej!”

Wtedy postanowiłem sobie: „Nigdy więcej!”. Musiałem powziąć walkę przeciwko wszystkim tym przygnębiającym i destrukcyjnym myślom. Nie chciałem żyć jako stale przygnębiony, bezsilny mężczyzna, pokonany przez grzech.

Nie obyło się to bez walki. Wiele razy byłem kuszony, mocno kuszony do zwątpienia, ponieważ to leżało w mojej naturze. Ale mogę powiedzieć, że walczyłem. Ciężko walczyłem. Wiele razy klęczałem na swoich kolanach, czując, że nie mam już siły. Ale postanowiłem, że się nie poddam! Chciałem pozwolić Bogu, by On prowadził i kierował moim życiem! Wierzyłem z całego serca, że On mnie wybrał, pomimo tego, co czułem.

Udało mi się postawić ramiona w normalnej pozycji, tam gdzie powinny być, zamiast ciągle udawać. Położyłem moją wiarę i zaufanie w Bogu.

Bóg stworzył coś

Pamiętam, że pewnego razu, w mojej młodości, prowadziłem samochód. Jechałem tak szybko, jak tylko to możliwe i myślałem o tym, by trafić w jakiś mur lub w coś, co mogłoby zakończyć moje nędzne życie. Jednak udało mi się to przezwyciężyć i stałem się człowiekiem, któremu Bóg stale pomaga. On pomaga mi każdego dnia, niezależnie od sytuacji, w jakiej się znajduję. Stałem się szczęśliwym mężem, mam dzieci i wnuki, które przez Bożą łaskę nigdy nie musiały oglądać ojca lub dziadka, który byłby przygnębiony.

Mam wielkie zaufanie, że Bóg postanowił coś uczynić. On postanowił pracować we mnie, a ja Go wpuściłem. Właściwie to jest bardzo proste.

Nie mogę powiedzieć, że dzisiaj mam duże poczucie własnej wartości, ale mam wielką wiarę w moje powołanie. Mam wielkie zaufanie do Boga i wiem, że On postanowił coś uczynić. On postanowił pracować we mnie, a ja Go wpuściłem. Właściwie to jest takie proste. On postanowił coś ze mnie zrobić, skoro jest Mistrzem i Stwórcą całego stworzenia! … On powiedział: „Niech będzie światło!” i stało się światło, chociaż w tym czasie nie było elektryczności ani żadnych kabli… On stworzył coś z niczego. I On może również stworzyć coś w człowieku, który czuje się nędzny, który ma niskie poczucie własnej wartości; On może stworzyć coś, co jest wieczne.

Bóg działa także w Tobie!

A kiedy myślę o młodych chłopcach, to chcę powiedzieć: Nie bądź takim „twardzielem”, który nie pozwala Bogu wziąć odpowiedzialności za twoje życie. Zazwyczaj wewnątrz tej twardej skorupy jest słaby mężczyzna, który boi się życia, boi się przyszłości, boi się decyzji, które trzeba podejmować. Nie pozwól, by ta mocna fasada zniszczyła twoją przyszłość. Raczej przyznaj się do swojej słabości i pracuj w wierze w Boga! I nie myśl tak wiele o przeszłości – nie myśl o tej nędznej przeszłości, ciągle rozważając to w swoich myślach, bo wtedy twoja przyszłość może zostać zniszczona. Niech przeszłość pozostanie przeszłością. I wierz, że Bóg sprawi w tobie zarówno chcenie, jak i wykonanie.

On sprawi w tobie zarówno chcenie, jak i wykonanie. A więc działaj!

Pragniesz czynić dobro, czyż nie tak? To Bóg w tobie tak działa! Chęć, by czynić dobrze, nie pochodzi z ludzi. Przeczytaj tylko Słowo z Listu do Rzymian 3,10–18 i przyznaj, że taka jest prawda o tobie samym. Jeżeli czujesz i wierzysz, że jesteś jednym z nich, a mimo wszystko odczuwasz pragnienie, by czynić dobro, to możesz być pewien, że to Bóg sprawił w tobie tą chęć – chęć, by czynić dobro. On sprawia w tobie zarówno chcenie, jak i wykonanie. (List do Filipian 2,13) A więc działaj! Czyń to w wierze, że Bóg pracuje w tobie. Czyń to i ufaj Bogu – możesz to nazwać budowaniem własnej wartości,  czy jak tylko chcesz – ale działaj, będąc pewny, że jest Bóg, który pracuje nad tobą.