Przeżycia matki, której dziecko zachorowało na raka

Przeżycia matki, której dziecko zachorowało na raka

Napisane przez: Sarah Martinovic | Opublikowane: 17 listopada 2016

Upłynął rok, od kiedy życie mojej rodziny zmieniło się na zawsze. Do tego czasu prowadziłam całkiem „zwyczajne” życie.

Napotykałam oczywiście różne małe próby, które wszyscy przechodzą, ale nie tak wielkie, by moja wiara musiała zostać wypróbowana. Tak więc, w ciągu ostatniego roku gorycz, rozpacz, trwoga i niewiara próbowały przejąć miejsce mojej wiary w Boga – wiary, którą miałam od mojej młodości. W tych ciemnych chwilach musiałam wołać do Boga, by zachować wiarę w Niego i w Jego doskonałe prowadzenie. W głębi mojego serca wiedziałam, że On nigdy mnie nie opuści ani nie zdradzi, lecz nie obyło się bez walki.

Po miesiącu chorowania i niepewności, co dolega naszemu pięcioletniemu synowi, dostałam diagnozę: białaczka, czyli rak krwi. W zasadzie on był naszym najzdrowszym dzieckiem, więc było to dla nas wielkim szokiem. Ostatni rok spędził na leczeniu i dzięki Bożej łasce dobrze je tolerował i wierzymy, że nadal tak będzie, Teraz, kiedy patrzę na rok, który upłynął, myślę o tym, czego się nauczyłam i jak się zmieniłam. Trzy rzeczy stały się dla mnie bardzo jasne.

1. Słowo Boże jest prawdą.

Kiedy usłyszy się, że twoje własne, małe dziecko ma raka, od razu przychodzą do głowy różne myśli. „Dlaczego to nie ja? Ono na to nie zasługuje, jak to możliwe?” itd. To był ten najtrudniejszy moment i to jedyne, czego mogłam się wtedy mocno trzymać; jedyne, co było pewne i nie zmieniło się, to Słowo Boże: „Droga Boża jest doskonała, Słowo Pańskie jest wypróbowane, jest tarczą wszystkim, którzy w nim ufają.” (Psalm 18,31)

Gdy późnym wieczorem leżałam w łóżku szpitalnym obok mojego syna i ciemne myśli próbowały mnie przytłoczyć, to właśnie Słowo Boże przebiło tę ciemność i przyniosło mi pokój. Jego Słowa są pewne i mocne, ponieważ sam Bóg poręcza je przysięgą. (List do Hebrajczyków 6,17-19) Raz za razem, we właściwym czasie, Bóg posyłał mi swoje Słowo, które mnie podtrzymywało. „Oczy moje wznoszę ku górom: Skąd nadejdzie mi pomoc? … Pan stróżem twoim, Pan cieniem twoim po prawicy twojej. Słońce nie będzie cię razić za dnia, ani księżyc w nocy.” (Psalm 121) Jakże mogłam wątpić w tak miłosiernego Boga?

Raz za razem, we właściwym czasie, Bóg posyłał mi swoje Słowo, które mnie podtrzymywało.

2. Bóg mnie miłuje i troszczy się o mnie

Dorastałam w chrześcijańskiej rodzinie i oczywiście wiedziałam, że Bóg troszczy się o mnie; to było coś, co mi wpajano od dzieciństwa. Ale, czy naprawdę rozumiałam, co to oznacza? Czy rzeczywiście wierzyłam, że Bóg osobiście troszczy się o mnie? Tak bardzo się troszczy, że zsyła mi tylko to, co najlepsze?

W okresie choroby mojego syna nauczyłam się, że Bóg rzeczywiście troszczy się o mnie i miłuje mnie taką, jaką jestem – z moją osobowością i trudną, ludzką naturą. On posyłał mi doskonałą pomoc, kiedy czułam, że już nie daję rady. Miłość rodzica do dziecka jest tą najsilniejszą miłością na świcie. Kiedy widzi się, jak dziecko cierpi, a samemu nie jest się w stanie nic uczynić, by mu pomóc – to jest okropne uczucie. Zawsze byłam osobą zorganizowaną, która pragnęła mieć wszystko pod kontrolą i dobrze zaplanowane. To jednak była sytuacja, na którą nie miałam wpływu. Mimo wszystko, w trakcie chemioterapii, kiedy przebywałam w szpitalu, gdzie tak wielu ludzi jest bez nadziei, czułam Bożą rękę nad moją rodziną i Jego doskonałe prowadzenie.

Zaczęłam zdawać sobie sprawę, że nie mam innego wyboru, jak tyko wierzyć Słowu Bożemu tak, jak jest ono napisane: „Nie troszczcie się o nic…” (List do Filipian 4,6). Musiałam rzeczywiście uwierzyć, że Bóg nie robi błędów i Jego jedyne życzenie odnośnie mnie i moich dzieci, to przyszłość i nadzieja (Księga Jeremiasza 29,11). Musiałam dokładnie uczynić to, co jest napisane w I Liście Piotra 5,7: „Wszelką troskę swoją złóżcie na Niego, gdyż On ma o was staranie” W swoim wielkim miłosierdziu Bóg pracował w taki sposób, że udowadniał swoją miłość do mnie. Nasz syn dobrze znosił chemioterapię, z minimalnymi skutkami ubocznymi i odczuwaliśmy Bożą rękę nad nim oraz jego fantastyczną, dziecinną wiarę. To zbliżyło nas razem, jako rodzinę. Modliliśmy się wspólnie i prowadziliśmy rozmowy z naszymi małymi dziećmi, które w innym wypadku nigdy byśmy nie prowadzili. „Mamusiu”, powiedział całkiem wyraźnie mój syn „ja kocham Boga. On mnie uzdrowi”. Słysząc takie słowa, nie mam innego wyboru, jak tylko wierzyć w Bożą miłość i Jego troskę.

Mimo wszystko, w trakcie chemioterapii, kiedy przebywałam w szpitalu, gdzie tak wielu ludzi jest bez nadziei, czułam Bożą rękę nad moją rodziną i Jego doskonałe prowadzenie.

3. Modlitwy działają

To właśnie modlitwy naszych przyjaciół i rodziny, trzymały nas w górze przez pierwsze miesiące. Szczególną pociechą było słyszeć o małych dzieciach, które codziennie modliły się o naszego syna. Bóg nas wysłuchał i nadal wysłuchuje – nas i naszych drogich przyjaciół na całym świecie. Oczywiście nadal jestem kuszona, by się bać i wątpić, lecz takie myśli nie są od Boga i spokojnie mogę oddać Jemu naszą przyszłość. (List Jakuba 1,6) Bóg, który podtrzymywał nas tak długo, nadal będzie to czynił.

Ta ogromna miłość i troska, jaka została okazana mojej rodzinie, stworzyła we mnie pragnienie, by żyć godnie mojego powołania. We wszystkim, co przychodzi na naszą drogę, leży wyższy cel – byśmy zostali zbawieni i byli bardziej podobni naszemu oblubieńcowi, Jezusowi Chrystusowi. Te doświadczenia byłyby całkiem daremne, gdybym nie otrzymała więcej łagodności, dobroci, cierpliwości itp., i pozostała tą samą osobą, którą byłam. Jest napisane: „Zbliżcie się do Boga, a zbliży się do was.” (List Jakuba 4,8). Jestem wdzięczna za wszystko, co Bóg zsyła na moją drogę i pragnę ukorzyć się pod Jego mocną ręką tak, bym przygotowywała się na rychłe przyjście Jego Syna, Jezusa.