Zwątpienie czyni nas bezradnymi

Zwątpienie czyni nas bezradnymi

Napisane przez: Naomi van Oord | Opublikowane: 16 września 2015

Chociaż Naomi była chrześcijanką i prowadziła dobre, sprawiedliwe życie, doszła do wniosku, że coś nie pasuje; czegoś w jej życiu brakuje. Zdała sobie sprawę, że wątpi w to, czy może być podobna do Jezusa, a to sprawiało, że czuła się bezsilna.

Naomi:

Siedziałam na nabożeństwie ze łzami w oczach. Z za kazalnicy słyszałam potężne poselstwo o zwycięstwie nad grzechem i o życiu w przekształceniu. (II List do Koryntian 5,17) Takie przemowy zazwyczaj podnosiły mnie na duchu, ale ostatnio zaczęły być brzemieniem; po prostu czułam coraz większą odpowiedzialność. Wiedziałam, że prowadzę dobre życie i zawsze byłam wierzącą osobą. Myślałam, że oddałam wszystko, lecz wyraźnie odczuwałam, że czegoś mi brakuje. Czułam, że nigdy nie dojdę do tego samego życia, którym żył Jezus i nie zostanę przekształconą z mojej ludzkiej natury na Bożą, chociaż Biblia wyraźnie mówi, że to jest możliwe.

Jednak nadal wiedziałam, że tego pragnę i wierzyłam, że jest to Boży plan względem mnie! Niczego innego nie pragnęłam bardziej niż prowadzić życie ucznia, naśladować Jezusa i przezwyciężyć każde pokuszenie. To sprawiało mi smutek i żal, że nie mam dosyć wiary. Wiedziałam, że życie przemija, a ja nie wykorzystuję moich okoliczności tak, jak powinnam. To było dla mnie wielkim obciążeniem.

Nazwać wroga po imieniu

Jednak nie poddawałam się i modliłam się do Boga, by pokazał, czego mi brakuje. Wtedy Bóg zesłał mi światło i zrozumiałam, że powodem tego, iż wszystko wydawało się takie ciężkie, było zwątpienie w Bożą moc i w to, że On jest w stanie wykonać pracę w moim życiu – tam, gdzie jestem, w codziennym życiu i z tą naturą, jaką mam. Wyraźnie zrozumiałam, że powątpiewanie w Bożą moc faktycznie jest grzechem! Tego dnia, kiedy zwątpienie nazwałam grzechem, zrozumiałam również, że mogę je przezwyciężyć dokładnie tak, jak każdy inny grzech. To było takie wyzwalające! To tak, jakby ktoś ponownie włączył światło.

Tego dnia, kiedy zwątpienie nazwałam grzechem, zrozumiałam również, że mogę je przezwyciężyć dokładnie tak, jak każdy inny grzech.

Na początku nie wiedziałam, w jaki sposób mam przezwyciężyć moje zwątpienie – od czego miałam zacząć? Zdałam sobie sprawę z faktu, że jeżeli chcę być wolną, muszę toczyć walkę za każdym razem, gdy jestem kuszona do powątpiewania. Jest to wybór, którego muszę dokonywać codziennie i wierzyć, że mogę zostać przekształconą.

Odpowiedź była o wiele prostsza, niż myślałam. Bóg nie potrzebuje niczego ode mnie, ale ja muszę wierzyć, że On może czynić swoje dzieło we mnie. Bóg pragnie, bym polegała zupełnie na Nim i wierzyła, że da mi siłę, jakiej potrzebuję. Jeżeli w to nie wierzę, wtedy On nie może we mnie pracować. „Bez wiary zaś nie można podobać się Bogu.” (List do Hebrajczyków 11,6)

Uczucia nie mają nic do powiedzenia

A więc skończyłam z tym, by „odczuwać”, że wierzę. Postanowiłam wierzyć. Moje motto to „Módl się, wierz i dziękuj”. Teraz budzę się rano, modlę się i wierzę, że Bóg mnie wysłuchał oraz dziękuję Mu. I rozpoczynam dzień w wierze, że będzie to dzień zwycięstwa nad grzechem. Modlitwą mojego serca jest: „Wierzę, pomóż niedowiarstwu memu!” (Ewangelia Marka 9,24) Bóg rzeczywiście mi pomaga! Kiedy modlę się o pomoc, On wzmacnia mnie w walce przeciwko niewierze, dając mi moc do zwycięstwa.

Od tego momentu, gdy postanowiłam wierzyć Bogu, zobaczyłam, ile możliwości ku przekształceniu niesie codzienne życie! Od kiedy wierzę, że mogę być taką jak Jezus, moje oczy otworzyły się na wszystkie możliwości, jakie można znaleźć w codziennym życiu.

Teraz jest czas

Brzemię, ciężar, niepewność i kompleksy, które wcześniej odczuwałam, nie mają już teraz władzy nad moim życiem. Rezultatem tego jest to, że jestem coraz bardziej szczęśliwą. Dzięki temu wiem, że to jest prawda. Coś się we mnie dzieje. To jest faktycznie bardzo łatwe życie. Nie trzeba czuć, że się chce, po prostu trzeba działać. Brać chwilę po chwili. Być wiernym w tych małych rzeczach, które Bóg daje w codziennych okolicznościach. Być chętnym, by czynić to, co Bóg przygotowuje dla mnie. To, w jaki sposób będę mogła przyjmować „wielkie próby”, zależy od tego, jak teraz reaguję. Całe życie składa się z „tu i teraz”. Zacznij wierzyć od teraz, zacznij mówić „Nie” do grzechu. Nie musisz na nic czekać.

To naprawdę jest bardzo łatwe życie. Nie trzeba czuć, że się chce, po prostu trzeba działać.

Za każdym razem, gdy mówię „Nie” do myśli zwątpienia, unicestwiam część moich naturalnych skłonności, by wątpić. I ta część umiera na zawsze. Myślę o tym, jak o skalistej górze, którą kruszę kawałek po kawałku. Być może nie widzę każdego nacięcia, które robię, ale wtedy chodzi o wiarę. Wierzę, że gdy będę kontynuować w ten sposób, to pewnego dnia góra zupełnie zniknie. To tylko kwestia czasu.

„Kim jesteś, wysoka góro? Wobec Zorobabela staniesz się równiną.” (Księga Zachariasza 4,7)

Codzienne decyzje

A więc teraz podejmuję decyzję, że nie będę wątpić. I chociaż czuję powątpiewanie, to nie oznacza to, że wątpię. Jestem kuszona do zwątpienia, ale nie zgadzam się z tym. Mówię „Nie, nie chcę wątpić; wierzę i będę walczyć, niezależnie od tego, jak się czuję.” Przez cały dzień jestem posłuszna temu, co Bóg chce, abym czyniła. Żyję zgodnie z Jego Słowem.

A więc przyszłość może być nadzieją! Wszystko co przychodzi, staje się dla mnie nową możliwością zwycięstwa.

„Mając tę pewność, że Ten, który rozpoczął w was dobre dzieło, będzie je też pełnił aż do dnia Chrystusa Jezusa.” (List do Filipian 1,6)