Zwyczajne sprawy, które mogą okazać się szkodliwe dla życia z Bogiem

Zwyczajne sprawy, które mogą okazać się szkodliwe dla życia z Bogiem

Napisane przez: Andreas Skutle | Opublikowane: 29 października 2015

W jaki sposób proste, codzienne sprawy niszczyły moje życie z Bogiem.

Wszystko wolno, ale nie wszystko jest pożyteczne; wszystko wolno, ale nie wszystko buduje.” (I List do Koryntian 10,23)

Chociaż mamy wolność, to nie możemy jednak pozwolić, by coś nas wiązało i zniewalało. W moim przypadku były to różne zainteresowania, takie jak: muzyka i gry video, które nie tylko zabierały mi wiele czasu, lecz także zajmowały moje myśli. W pewnym okresie mojego życia wszystkie moje myśli krążyły wokół tych spraw i nie miałem już czasu, by myśleć o Bogu.

Musiałem się dowiedzieć, co mogę czynić, do czego mam wolność i w jaki sposób mogę wykorzystywać mój wolny czas.

Związany przez proste, zwyczajne zajęcia

Niełatwo było dostrzec, że jestem związany.

Kiedy patrzę wstecz, to widzę, że wiele zupełnie zwyczajnych i normalnych spraw, takich jak Facebook czy Instagram, miały nade mną władzę. Czułem się zmuszony do tego, by sprawdzić Facebooka. Niekoniecznie było to coś złego, jeśli chodzi o Facebook, ale dla mnie stało się to pewnym nawykiem, by tuż przed snem lub zaraz po obudzeniu się sprawdzić, co nowego się wydarzyło. Po prostu musiałem to zrobić, to był przymus.

Czytanie Słowa Bożego lub zrobienie czegoś dobrego dla drugich traktowałem jako przeszkodę.

Jako inny przykład weźmy gry komputerowe. Wielu ludzi chętnie odpoczywa przy grach komputerowych, ale z osobistego doświadczenia wiem, że ja nie mogę tego robić, kiedy tylko chcę. Muszę być świadomy niebezpieczeństwa, jakie to ze sobą niesie i pilnować, by moje myśli nie zostały tym pochłonięte i oddzielone od Boga. Nie oznacza to, że cały czas powinienem myśleć o Bogu, lecz niebezpieczeństwem było to, że nawet nie odczuwałem, iż potrzebuję Boga.

Gry video i media nie są złe same w sobie. Ale zmieniły moje priorytety i sprowadziły życie chrześcijańskie na boczne drogi – z dala od Boga. Mój świat i zainteresowania kręciły się wokół mojej własnej woli tak, że „ja” i moje hobby nie potrzebowały już nic innego. Czytanie Słowa Bożego lub zrobienie czegoś dobrego dla innych traktowałem jako przeszkodę – zamiast jako pomoc, którą mogłem przez to otrzymać. Moje myśli były tak zajęte własnymi zainteresowaniami, że wcale nie widziałem, jak nędzny i daleki jestem od Boga; byłem zadowolony z siebie i nie odczuwałem żadnej potrzeby, by wzrastać w duchowym życiu i w cnotach.

Kiedy teraz o tym myślę, nic dziwnego, że nie miałem zwycięstwa.

W czasie, kiedy wszelkie moje myśli były skupione na własnych zainteresowaniach, nie miałem zwycięstwa nad grzechem i czułem, jakby osiągnięcie zwycięstwa było niesamowicie trudne. Kiedy teraz o tym myślę, nic dziwnego, że nie miałem zwycięstwa.

Długo zaprzeczałem. Musiałem ukorzyć się przed Bogiem. Bóg musiał pokazać mi moją własną słabość, bym mógł zdać sobie sprawę z tego, że moje własne priorytety są całkowicie odwrotne. Na tym etapie mojego życia musiałem przyznać, że nie byłem wolny od tego, by sprawdzać Facebook i nie byłem wolny od gier komputerowych. Te rzeczy miały moc i władzę nade mną.

Otrzymałem jednak światło i zacząłem aktywnie pracować nad tym, by oddać moje myśli Bogu i napełniać samego siebie Słowem Bożym.

Do czego mam używać swój czas?

Jako chrześcijanie musimy walczyć każdego dnia. W próbach, które napotykamy, jesteśmy kuszeni i trzeba podejmować walkę, by otrzymać zwycięstwo nad grzechem, który w nas mieszka. Czas, jaki mamy pomiędzy próbami, to czas na przygotowanie się. Jeżeli potrafię usiąść i czytać Słowo Boże – to jest to przygotowanie do walki. Potrzebowałem tego, by właściwie wykorzystać czas i czytać Słowo Boże oraz napełnić samego siebie dobrym Duchem, bym był gotowy do walki. (Psalm 119,9)

Dla każdego człowieka ważne jest, by dowiedzieć się, co można czynić, do czego mam wolność i w jaki sposób mam używać swój wolny czas.
Oczywiście, nie mogę przez cały czas czytać Biblii, ale chcę mieć świadomość, że obojętnie, co robię – robię to w dobrym duchu.

Chociaż akurat nie czytam Słowa Bożego, to stale mam Boże sprawy na sercu.

Dla nikogo nie jest czymś naturalnym, by cały czas czytać Słowo Boże. I nie sądzę, by to było czymś zdrowym. Żyjemy tutaj, przebywamy razem z innymi ludźmi i mamy wiele rzeczy do zrobienia. I chociaż akurat nie czytam Słowa Bożego, to nadal mam Boże sprawy na sercu. Jestem świadomy, że mam prowadzić życie ucznia.

Różnica w moim życiu

Nie mam siły ani motywacji, by sam z siebie żyć całkowicie dla Boga. Często może się to wydawać ciężkie i trudne, ponieważ wcale nie odczuwam tego w ten sposób: „Tak! Teraz będę błogosławić innych” lub „Teraz przeczytam sobie jeden werset i to będzie czymś fantastycznym!” Prawie za każdym razem to jest walka; muszę coś ofiarować i prawie zawsze jest coś innego, co w tym czasie chciałbym robić.

Jest jednak wielka różnica pomiędzy tymi dniami, w których żyję dla Boga w porównaniu z dniami, których używałem dla samego siebie. Różnica leży w tym, jak wykorzystuję swój czas. Wcześniej tego nie rozumiałem, ale teraz widzę, że tam leży klucz. Nie mogę oczekiwać, że będę prowadził zwycięskie i owocne życie bez Ducha Bożego. Jeżeli jednak wiem, że Duch Boży jest w Słowie Bożym, to wiem też, że muszę każdego dnia napełniać się nim, niezależnie od tego, ile mam pracy i zajęć.
Wcześniej odczuwałem to tak, jakby dzień nie był kompletny, jeżeli nie osiągnąłem czegoś w grze komputerowej lub muzyce. Sądziłem wtedy, że taki dzień był zmarnowany.

Ale teraz te dni się skończyły. Teraz dni nie są pełne, jeżeli nie otrzymałem czegoś niebiańskiego w moim życiu i nie napełniłem się czymś dobrym i czystym od Boga. To sprawia, że stałem się niesamowicie szczęśliwym człowiekiem i mam ogromną nadzieją na przyszłość i na to, co Bóg może we mnie stworzyć!