Duchowy wojownik

Duchowy wojownik

Napisane przez: Redakcja | Opublikowane: 8 marca 2012

Frøydis Bratlie pokonała nie tylko raka, lecz również, dzięki duchowemu orężowi, zwątpienie i strach przed śmiercią. Jako duchowy wojownik pozostała podniesiona i trwała w wierze przez cały okres choroby. 

„Przez zwiastowanie w zborze – radosne poselstwo- uczę się prowadzenia duchowej wojny”, mówi zachwycona i promieniująca Frøydis.

Gdy redakcja brunstad.org spotkała ją pięknego wiosennego dnia, jakieś półtora roku po ustaleniu diagnozy, była już wyleczona z raka, powracając do zdrowia po ciężkim okresie choroby. Była wierzącą chrześcijanką przez całe życie, lecz w czasie choroby, jej wiara została wystawiona na próbę. „W Efezjan 3 jest napisane, żeby przyoblec się w całą zbroję Bożą, by dać odpór w dniu złym i przezwyciężywszy wszystko ostać się”, mówi Frøydis.
Mówi, że właśnie ten werset biblijny stał się dla niej bardzo ważny, szczególnie w tamtym czasie. „Stał się on moim mottem w życiu”, mówi szczęśliwa. 

Oddała się wierze

Frøydis i jej mąż Øystein są rodzicami dwóch słodkich chłopców, którzy mieli starszy sześć, młodszy cztery lata, gdy nagle Frøydis otrzymała wiadomość, że ma raka. „To sprawiło, że w mojej głowie pojawiło się wiele myśli i wiele pokuszeń do trosk. Nie wiedzieliśmy, jak to wszystko się potoczy”, mówi Frøydis.

Musiała przejść przez wiele operacji oraz przez chemioterapię, która stopniowo niszczy całe ciało.
„Tak, kosztowało to wiele łez. Lecz postanowiłam oddać się w wierze w Boga i używać Słowa Bożego, budujących pieśni i modlitwy jako duchowego oręża!

Frøydis opowiada, że wiele razy musiała walczyć z przytłaczającymi myślami, a do tego używała duchowego oręża.
„Jestem bardzo wdzięczna, że przez używanie oręża, mogłam stawić opór w dniu złym. Dlatego też mój duch nie był pod oddziaływaniem tych okoliczności.”
 

Nie była przygnębiona na duchu

Frøydis w tym ciężkim okresie trwała podniesiona w wierze. Ciężkie myśli mimo to się pojawiały.

„Nie potrafisz powstrzymać ptaków, by nie latały nad twoją głową, lecz możesz je powstrzymać, by na twojej głowie nie zbudowały sobie gniazda”, podaje Frøydis przykład na to, w jaki sposób odnosiła się do myśli, jakie się pojawiały. „Nie potrafię zapobiec, by nie pojawiały się negatywne myśli i pokuszenia, lecz mogę stawić im opór, tak iż nie wejdą do mojego serca”, mówi. Frøydis doświadczyła Boga, który prowadził ją nieznanymi ścieżkami w czasie choroby.

„Potrzebny jest czas, by poznać te nieznane ścieżki, lecz ani razu nie byłam przyciśnięta w duchu." Opowiada, że doświadczyła tego tak, jak jest napisane w jednej pieśni w śpiewniku „Drogi Pańskie”: „Choć burza rwie, duch mój w odpocznieniu jest. Wiara więzy rozwiązuje me.”
 

Duchowa taktyka walki

Frøydis pomogła wiele razy nauka taktyki prowadzenia duchowej wojny.
„W czasie gdy leżałam w szpitalu i w kolejnych tygodniach, pojawiło się wiele pokuszeń”.
Opowiada, że słuchała na iPodzie pieśni z Dróg Pańskich: „Gdyś pług do ręki swojej wziął, Dąż – nie trać sił!”

„Puszczałam tę pieśń raz za razem. Wtedy te złe myśli nie otrzymały pokarmu i nie mogły wejść do mojego serca! Książę ciemności musiał uciec! A mój duch został jeszcze bardziej wzmocniony!”
 

Myślałam o śmierci

Frøydis opowiada, że pewnego razu, gdy szła korytarzem w szpitalu, zatrzymała się i wyjrzała przez okno. Wtedy popatrzyła prosto na cmentarz. „Stałam przez chwilę i myślałam: Czy wkrótce i ja będę tam leżeć? Pojawiły się okropne myśli, które chciały mnie ogarnąć i uczynić wszystko czarnym. Lecz stojąc tam, zostałam nagle napełniona wewnętrzną radością, tak jakbym otrzymała objawienie od Boga: Nie, nigdy tam nie będę leżała! Moje myśli i mój duch pójdą prosto do Jezusa!”

„Od tej chwili strach przed śmiercią zniknął. Zostałam napełniona nadzieją i oczekiwaniem na ten dzień, w którym spotkam Jezusa”. 

Zwalczyła strach przed śmiercią

Dwa razy miała wielkie napady strachu przed śmiercią.
„Raz, gdy się już położyłam do łóżka, pojawiły się takie czarne fale nade mną”, opowiada. Zaczęła modlić się do Jezusa. Po jakimś czasie zasnęła. Jednak kilka dni później pojawiło się znowu to samo. To również było w środku nocy.
„Postanowiłam zejść na dół, do pokoju gościnnego i zaczęłam się ponownie modlić. Nie wiedziałam o co się modlić, bo wszystko było takie czarne. Więc modliłam się tylko przez dłuższy czas: „Miły Jezu, miły Jezu, miły Jezu!” Chmury zniknęły i wszystko stało się jasne. Nastała cisza i spokój.”

Od tego dnia Frøydis nie była już dręczona strachem. „Jeżeli te myśli znowu się pojawią, to znam taktykę walki”, mówi triumfująco. 

Przezwyciężyła zwątpienie

Frøydis była gorliwą chrześcijanką już jako młoda dziewczyna. Mimo to była dręczona przez myśli zwątpienia. Jednak dzięki wierze w słowa z Ew. Jana 20, 29, mogła przezwyciężyć zwątpienie w swojej młodości. Werset ten to słowa Jezusa do ucznia Tomasza, który nie mógł uwierzyć, że Jezus powstał z martwych zanim nie zobaczy dziur po gwoździach w ciele Jezusa:

„Rzekł mu Jezus: Że mnie ujrzałeś, uwierzyłeś; błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli.”

„Wpuścić zwątpienie, to tak jakby otworzyć worek z mocami duchowymi. Postanowiłam, że nigdy takiego worka nie otworzę”, mówi Frøydis, odnosząc się do Listu do Efezjan, gdzie jest napisane o Jezusie, że rozbroił nadziemskie władze i zwierzchności, i wystawił je na pokaz, odniósłszy w nim triumf nad nimi.
„Otrzymałam przekonanie od Boga, że nie istnieje żadna myśl, która byłaby za czarna, ani też żadna moc duchowa, która byłaby tak mocna, że Jezus nie potrafiłby jej przezwyciężyć! Tą samą mocą, której używał Jezus, mogę również ja je przezwyciężyć”, mówi zachwycona Frøydis. W tej wierze powiedziała „Nie” takim myślom, a wybrała myśli dobre, jasne i budujące.
„Już nigdy nie muszę mieć ciężkich dni! Jestem tak wdzięczna, że to działa! To jest prawdą!” 

Troska w zborze

Staczając boje wiary, była wzmacniana przez modlitwy dorosłych i dzieci z wielu miast i krajów. „Czułam się osaczona miłością i troską”, mówi i opowiada, że w okresie choroby otrzymała pomoc w domu, w pracach domowych, jak i w pilnowaniu dzieci. „Pomyśleć, że to są moi przyjaciele! Bóg jest tak dobry wobec mnie!” mówi wdzięczna Frøydis.

Musi żyć z niepewnością, co do nawrotu choroby

Frøydis nie ma już raka i jest coraz silniejsza fizycznie. Lecz będzie musiała żyć do końca życia z niepewnością, co do nawrotu choroby.

„Jestem również wdzięczna za tę niepewność, bo ona pomaga mi zrozumieć powagę i krótkotrwałość życia.”
 


Myśli o rodzinie i przyszłości w niepewności o nawrocie choroby, stają się szczególnie mocne, mając taką diagnozę, jaką miała Frøydis.
„Za każdym razem, gdy pojawiają się takie myśli i chcą wszystko uczynić czarnym, chwytam się wersetu z Izajasza 45, 11: „O przyszłe rzeczy pytajcie mię, a synów moich, i sprawę rąk moich poruczajcie mi.” (tłum.gd.). Wiara w to Słowo jest wielkim orężem, mówi z przeświadczeniem.

Frøydis chce jak najwięcej pozyskać z życia. „Używam dni, by ćwiczyć się w tym, by okazywać cnoty Chrystusowe w uczynkach, które wykonuję. Ćwiczę się w błogosławieniu mojej rodziny i otoczenia. Chcę być zawsze szybka w tym, by oczyszczać samą siebie”, mówi Frøydis. W ten sposób przygotowuje się na spotkanie Jezusa.

Frøydis żyje szczęśliwie razem ze swoją rodziną i przyjaciółmi. Jej prostolinijna wiara w Rzymian 8, 38-39, sprawia, że nie boi się przyszłości. „Albowiem jestem tego pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani potęgi niebieskie, ani teraźniejszość, ani przyszłość, ani moce, ani wysokość, ani głębokość, ani żadne inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Bożej, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym.”