Evert-Jan Slabbert - Boże dziecko

Evert-Jan Slabbert - Boże dziecko

Napisane przez: Tielman & Gertrude Slabbert | Miejsce: Republika Południowej Afryki | Opublikowane: 27 maja 2011

Evert-Jan Slabbert («Jammi») urodził się 27. lipca 1993r. Został nazwany tak po bogobojnym dziadku, Evercie Hulsmanie i miłym bracie i przyjacielu Janie van Pareen. Był poniekąd do nich podobny – miał ich poczucie humoru i słabość do dokuczania innym.

Był całkiem przeciętnym chłopakiem. Angażował się w rozmowy na różne tematy, kochał grę w krykieta, hokeja na rolkach, piłkę nożną i gry komputerowe. Kochał przyjaciół w zborze, młodszych i starszych, uwielbiał spędzać z nimi czas i rozmawiać.

Jammi miał prawie 15 lat, kiedy dostał diagnozę raka, białaczkę. W przeciągu jednego dnia jego siły zostały ograniczone do takiego stopnia, że nie miał już dłużej siły, by robić to, co tak bardzo lubił. Choroba powodowała, że musiał zostać odizolowany od bliskich mu osób i przez długie okresy wszystkie ciekawe zajęcia, jakie miał niegdyś z chłopcami, stały się praktycznie niemożliwe. W ciągu trzech ostatnich miesięcy jego życia, jego mięśnie twarzy zostały sparaliżowane do tego stopnia, że nie potrafił pokazać jakiejkolwiek miny, nie potrafił się śmiać, ani uśmiechać, nawet oczami.

Trzymał się mocno Słowa Bożego

Mimo tych wszystkich ograniczeń, w jakich się znalazł, żył tak, jakby ich wcale nie było. Już od samego początku został zachowany od lęku i rozpaczy, dzięki dziecięcej wierze i łagodnemu sercu, jakie miał. Kiedy się dowiedział, że ma raka, to pamiętał o słowie: „że Bóg współdziała we wszystkim ku dobremu z tymi, którzy Boga miłują, to jest z tymi, którzy według postanowienia jego są powołani.” (Rzym.8,28). Trzymał się mocno tego słowa, a ono stało się jego życiem.

Mimo wielkich prób i wędrowania przez dolinę cienia i śmierci, doświadczył tylko Bożej dobroci i jego łaski.

Jammi był kuszony do wielu rzeczy, tak jak inni chłopcy, jednak nie było trudno go napomnieć. Łatwo się z nim rozmawiało, słuchał i w cichości ugiął się pod Słowem Bożym. 

Dziecięca prostota

Na początku, czas terapii raka wydawał się jak droga bez końca i jak wysoka góra nie do pokonania. Jednak słowa Jezusa o tym, by nie troszczyć się o dzień jutrzejszy i by żyć i zajmować się „dniem dzisiejszym” sprawiły, że trzy lata choroby stały się krótkie i świetliste. Pośród ograniczeń Jammi znalazł Boga i jego wolę, oraz wiele rzeczy, za które mógł być wdzięczny. Żył wewnątrz tych granic i był wdzięczny za dobre łóżko, prysznic, smaczne jedzenie, miłe pielęgniarki itd. Prosił nas, byśmy modlili się, by miał więcej cierpliwości, a tego nauczył go Jezus. Rezultat tego był taki, że był radosny i zadowolony, nawet podczas wielogodzinnego samotnego leżenia w izolacji, gdzie znalazł wiele dobrych i ciekawych zajęć.

W pewien sposób, Jammi był bardzo dziecinny, lecz jego dziecięca prostota i oddanie się Jezusowi sprawiły, że zachowywał się jak dorosły i odniósł zwycięstwo w okolicznościach, których wielu dorosłych chciałoby za wszelką cenę uniknąć. Tym potwierdził słowa Jezusa z Ew. Mateusza 18,3, że „jeśli się nie nawrócicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do Królestwa Niebios.”

Oddany Jezusowi

Już tutaj na ziemi Jammi zasmakował w części królestwa niebios. W swoim dziecięcym oddaniu, Jezus udzielił mu łaski, aby mógł przezwyciężyć lęk, tak iż bez strachu mógł przyjąć to, co go spotykało. Poddał się całkowicie medycznej terapii; wszystkim zastrzykom do rąk i kręgosłupa, chemioterapii, transplantacji szpiku kostnego itd. Jego życie pokazało, że całkowite oddanie się Jezusowi przynosi całkowite zwycięstwo we wszystkich okolicznościach życia - już w wieku 15-17 lat! We wielu sytuacjach, w których dorośli mężczyźni drżeliby ze strachu (na przykład gdy często pobierano mu krew, robiono nakłucia lędźwiowe, albo robiono próby szpiku kostnego), poddał się temu, nie zastanawiając się ani chwili. To nie dlatego że był bardzo odważnym, albo jakimś szczególnym chłopcem, ale dlatego, że był całkowicie oddany Jezusowi.

To, co jest napisane o Jezusie, objawiło się również w jego życiu: „Jak owca na rzeź był prowadzony I jak baranek milczący wobec tego, który go strzyże, Tak nie otwiera ust swoich;” (Dz.Ap.8,32). Aż trudno uwierzyć, że potrafił przejść przez to wszystko bez skargi! Lekarz, który się nim zajmował, powiedział, że jego życie świadczyło o tym, że był dzieckiem Bożym. I dodał: „Jest bardzo niewiele takich osób, w których możesz coś takiego zobaczyć.”

Dobroć i łaska

Dziękujemy Jezusowi za to, czego dokonał w życiu Jammiego. Zarówno my, jak i Jammi, doświadczyliśmy literowo Psalm 23 – niczego nam nie brakowało; na niwach zielonych nas pasł; nad wody spokojne prowadził nas. Pokrzepił nasze dusze; wiódł nas ścieżkami sprawiedliwości ze względu na imię swoje. Chociaż szliśmy ciemną doliną, zła się nie ulękliśmy, bo On był z nami; Laska jego i kij jego nas pocieszały. Zastawił przed nami stół wobec nieprzyjaciół naszych; Namaścił oliwą głowy nasze; Kielich nasz przelewa się (wdzięcznością).

Dobroć i łaska towarzyszyły nam przez wszystkie dni życia naszego. I zamieszkamy w domu PANA przez długie dni.

Po trzech latach choroby, w wieku niespełna 18.lat, Jammi odszedł do domu do Jezusa 10.maja 2011r.

W czasie jego choroby doświadczyliśmy, że wiele osób troszczyło się o Jammiego, okazywało mu dobroć, robiło coś dla niego i obdarowywało prezentami z dobroci serca, modliło się za nim i wmawiało mu słowa wiary. To przyczyniło się do tego, że to fantastyczne, błogosławione i szczęśliwe życie – królestwo Boże – stało się rzeczywistością, mimo wszelkich zewnętrznych barier i ograniczeń.